FORGOT YOUR DETAILS?

Boso przez Pustynię

Uwaga Uwaga! W marcu zaczęła się wiosna… Przed Wami epokowe wydarzenie tej pory roku! Chcemy trochę pokazać Wam jak żyjemy i gdzie…? Co porabiamy w czasie modlitwy, pracy i kiedy mamy wolne…?

Przeniknęliśmy z kamerą za mury naszego seminarium, żeby zbadać i pokazać Wam miejsce, gdzie pomieszkują ludzie ŻĄDNI WIELKIEJ PRZYGODY! Łapcie już teraz oficjalny trailer serii „Boso przez Pustynię”, która wprowadzi Was w nieznany świat.

Już jest! Nowy odcinek "Boso przez  Pustynię"

Uwaga! Odcinek poważny! Dziś dowiecie się o posłudze ojca duchownego w seminarium. O tym jak taka posługa wygląda, na czym to polega i z czym się wiąże opowie sam ojciec Daniel.

N A J N O W S Z Y  O D C I N E K

Uważajcie i bądźcie czujni, bo w tym świecie- świecie seminarium, jedynym sensem i najważniejszym celem jest Jezus, a to znaczy, że tu się będą działy cuda!

ZAPOWIEDŹ

Co w trawie piszczy i na inne pytanie znajdziecie odpowiedz w tym odcinku, o ogrodzie seminaryjnym!

ODCINEK 1 - OGRÓD

W tym odcinku przybliżymy wam miejsce gdzie formujemy nasze kształty :D mianowicie refektarz. Bo przez żołądek do serca.

ODCINEK 2 - REFEKTARZ

W tym odcinku prowadzący przedstawia miejsce najważniejsze i najbliższe sercu każdego kleryka i kapłana, kaplicę. W niej to opowie o charakterze nabożeństw i modlitw w seminarium.

ODCINEK 3 - KAPLICA

Odcinek śpiewająco-grający, ponieważ opowiemy wam o muzyce seminaryjnej. Całość zrelacjonuje sam szef organistów.

ODCINEK 4 - ORGANY

Dziś poczujecie się jak w Raju bo zaprowadzimy was do seminaryjnej kawiarenki "Eden", o tym jak to klerycy przychodzą do krainy kawą i mlekiem płynącej opowie szef kawiarenki alumn Dawid.

ODCINEK 5 - KAWIARENKA

jeden z nas | #1

"(...) Ważne jest, żeby dać sobie czas. Nerwowe poszukiwania, które mają zakończyć się najlepiej jeszcze dziś, niczego nie dadzą, a zabiorą pokój serca. Pół roku, rok, a może i więcej? Wszystko zależy od ciebie. A potem… Potem zostaje najtrudniejsze. Trzeba podjąć decyzję. Decyzję stanowczą i przypieczętowaną czynem (...)"

jeden z nas | #2

"(...) Powołanie nie jest czymś elitarnym, tylko dla wybranych. Powołanie to domena każdego z nas. Tak, mnie i ciebie, kobiety i mężczyzny, chrześcijanina i ateisty… Każdy człowiek na ziemi obdarzony jest powołaniem (...)"

"Pójdź za Mną!"

Zobacz zakładkę REKOLEKCJE, jeśli rozeznajesz powołanie, myślisz o kapłaństwie, chcesz głosić Ewangelię i służyć drugiemu człowiekowi...

#1

 

- Tato, – zaczął syn – za chwilę matura, a ja ciągle nie wiem co chcę dalej robić. Ojciec odłożył gazetę i zerknął na swoje dziecko znad okularów mówiąc:
- Jak tak obserwuje cię od kilku lat to widzę, że masz w sobie zacięcie do liczenia. Całkiem nieźle wychodzi ci też rysowanie, i nie ukrywam, myślałem że zostaniesz architektem.
- To prawda, ale wiesz jak bardzo lubię sport. Marzę o tym, żeby móc kiedyś zawodowo grać w koszykówkę.
- Widzę, że bardzo ci na tym zależy. Chcę, żebyś wiedział, że do niczego cię nie zmuszam. Jasne, myślałem o tym, żeby doradzić ci architekturę, ale obojętnie co wybierzesz w tym będę cię wspierał.

Powołanie to temat, który dotyczy każdego człowieka. Od wieków ludzie zadają sobie to pytanie: co mam robić?

Oprócz tego pytania, wspólne dla każdego z nas jest to, że chcemy być szczęśliwi. Perspektywa robienia przez całe życie czegoś, co nie daje mi radości, jest zazwyczaj najczarniejszym scenariuszem na przyszłość. Osoba wierząca w Boga często w te swoje zmagania  o to, co robić w życiu, włącza właśnie Pana.

Jak więc uzyskać odpowiedź na te wszystkie pytania?
Często popełniamy ten błąd, że szukamy jej poza sobą. Bardziej jesteśmy wyczuleni na zewnętrzne znaki, domagając się ich od Boga, a zapominamy, że On kocha nas także przez nasze własne decyzje. Dał nam wolność i powiedział, podobnie jak ojciec z opowiadania na początku: „Cokolwiek wybierzesz, będę cię w tym wspierał”.

Powołanie każdego z nas jest współpracą dwóch wolności, Boga i człowieka, a więc i dwóch miłości, jak powiedział Tomasz Merton. Do niczego nas Pan nie zmusza, niczego nie narzuca, nie próbuje wymóc na nas żadnej decyzji. Zostawia jednak jedno, konkretne pytanie: „Czego pragniesz?”.
Rozeznanie naszej drogi życiowej jest więc na początku wejściem w siebie samego. Poznaniem siebie. Odpowiedzią na pytanie: „Co przynosi mi szczęście? Gdzie najbardziej się odnajduję? Co najlepiej potrafię robić?”. Naszym zadaniem jest poznać swoje zalety i wady, dobre i złe strony, swoje predyspozycje. Po prostu wejść w swoje serce. Nie jest to jednak proces tylko i wyłącznie ludzki.

Chrystus „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi  i okazuje mu najwyższe jego powołanie” – tak mówi Kościół w dokumencie Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II. Oprócz poznawania swojego serca, trzeba też zbliżać się do Chrystusa. Bez Niego rozeznawanie powołania jest loterią, strzałem na chybił trafił. On jest Drogą, która prowadzi nas do Ojca. On jest Prawdą, także o nas samych, o tym co jest w nas ukryte. On jest Życiem, życiem szczęśliwym, życiem radosnym, życiem w miłości, życiem pełnym.
Jezusa znajdujemy w sakramentach Kościoła. To tam wypełniają się słowa: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Już św. Leon Wielki mówił: „co było widzialne w naszym Zbawicielu, przeszło w sakramenty”. Jak najczęstsza Eucharystia, spowiedź i trwanie w stanie łaski uświęcającej – to najprostsze, a zarazem najskuteczniejsze okazje do spotkania z Panem. Czyste serce staje się miejscem spotkania mojego „Ja”, z Bożym „Ty”.

Te dwa wymiary, kontakt z sobą samym i z Chrystusem, muszą iść równocześnie obok siebie. Jak łódka, w której trzeba wiosłować na raz z obu stron, żeby móc płynąć do przodu.  Słowo Boże w takich rejsach w celu rozeznania powołania, staje się busolą wskazującą kierunek, a Duch Świętym tym, który jest sternikiem.

Ważne jest, żeby dać sobie czas. Nerwowe poszukiwania, które mają zakończyć się najlepiej jeszcze dziś, niczego nie dadzą, a zabiorą pokój serca. Pół roku, rok, a może i więcej? Wszystko zależy od ciebie. A potem… Potem zostaje najtrudniejsze. Trzeba podjąć decyzję. Decyzję stanowczą i przypieczętowaną czynem.

Na każdym z tych etapów pamiętaj: Bóg chce twojego dobra. Bóg kocha cię także poprzez twoje decyzje. Nie martw się, że popełnisz błąd. Jeśli tylko dasz się poprowadzić Jego Duchowi, znajdziesz szczęście, którego nie da się opisać. On we wszystkim cię będzie wspierał, dodawał sił. Do tego stopnia, że nawet twoje słabości nie są w stanie zepsuć ci powołania. Pod warunkiem, że będziesz trwał przy Panu, a On sam zadba o resztę.

#2

Powołanie – słowo już prawie zapomniane w dzisiejszym języku. Zapominane lub może inaczej, źle rozumiane, zacieśniane. Można by przeprowadzić bardzo łatwo eksperyment społeczny, w którym zadalibyśmy przypadkowo spotkanym ludziom pytanie, co rozumieją pod pojęciem powołanie; z czym im się ono kojarzy. Wydaje mi się, że ich odpowiedzi nie powinny nas zaskoczyć. Pewnie spora część powiązała by to słowo z kapłaństwem lub życiem zakonnym, czymś wręcz elitarnym. Cóż, w pewnej mierze mają oni rację, choć pojęcie to ma o wiele szersze znaczenie. Powołanie nie jest czymś elitarnym, tylko dla wybranych. Powołanie to domena każdego z nas. Tak, mnie i ciebie, kobiety i mężczyzny, chrześcijanina i ateisty… Każdy człowiek na ziemi obdarzony jest powołaniem. Powołaniem w szerokim znaczeniu, nie tylko jako kapłaństwo czy życie zakonne (te sfery to tylko jedne z dróg powołania). Każdy z nas jest powołany – po pierwsze do świętości, czyli do zbawienia. Dróg do osiągnięcia jest wiele, jak mówił św. Jan Paweł II, są one dostosowane do każdego powołania. Ponadto Bóg obdarza nas innymi powołaniami – jednych powołuje do życia zakonnego, drugich do samotności, trzecich do życia w małżeństwie, czwartych do kapłaństwa. Widzimy szeroki wachlarz „Bożej oferty”.  Jest tylko jeden warunek: nasze tak wobec Bożego powołania.

Po bardzo ogólnym zarysowaniu znaczenia słowa powołanie chciałbym skupić się na jednym jego aspekcie, jednej drodze powołania, jaką jest kapłaństwo. Kiedy to powołanie się zaczyna? Ile osób, pewnie  i tyle odpowiedzi. Ja jednak pokuszę się o stwierdzenie, może ciut subiektywne, że powołanie rozpoczyna się z chwilą przyjścia na świat. Przecież mówił już o tym Jeremiasz: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1,5). Bóg znał nas, zanim my jeszcze powstaliśmy; On miał już uprzednio plan, powołanie dla nas. Przychodząc na świat już posiadamy pierwsze powołanie – do świętości, ale już wtedy rozpoczyna się formacja serca, która doprowadzić ma nas do rozeznania naszego ziemskiego powołania. Pokuszę się o stwierdzenie, że dom rodzinny to swoiste pierwsze „seminarium” dla przyszłego kapłana. To właśnie w domu stawiamy pierwsze kroki, uczymy się kochać, uczymy się modlitwy, poznajemy w końcu Boga. Dziecko ma skłonność do marzeń, często bywa tak, że w jednym tygodniu chce być strażakiem, w kolejnym już kucharzem, a w jeszcze innym księdzem. Może to tylko dziecięce fantazje spowodowane wizytą w jednostce Ochotniczej Straży Pożarnej, pomocą mamie w kuchni, czy uczestnictwem w Eucharystii. A może to właśnie pierwsze poruszenia serca, pierwsze alternatywy życia? To, że ktoś jako dziecko bawi się w księdza nie przesądza na pewno o tym, że tym księdzem w przyszłości zostanie, jednak czy nie jest zaskakujące, że gro powołanych, opowiadając o swojej drodze wzrastania właśnie zauważa ten fakt, że jako dziecko odprawiali w domu Mszę na kuchennym blacie? Więc widzimy, że Pan Bóg porusza szybko nasze serce. Wzrastamy w naszym domowym seminarium, aż w końcu nadchodzi czas wzrastania w drugim środowisku, poza domem. Tym środowiskiem jest w pierwszej mierze szkoła, podwórko, ale także i parafia. Nasze środowisko tworzy owo drugie seminarium. Pięknie, jeśli Pan daje łaskę wzrastania w środowisku nam przyjaznym, w środowisku wypełnionym Bożą obecnością i pobożnością. Jakże ważna jest działalność i zaangażowanie w życie wspólnoty parafialnej, chociażby jako ministrant. Jednak trzeba tu znów zaznaczyć, że nie każdy ministrant zostaje księdzem, a  i nie każdy ksiądz był kiedyś ministrantem. Mówimy tu o pewnej drodze, która jest częsta, ale nie jedyna. Wzrastając w tym środowisku powoli kształtuje nam się obraz świata, obraz przyszłości, zaczynamy snuć już poważniejsze plany co do naszej przyszłości. Tu także pojawia się często zakochanie, ale i rozczarowanie. Czas przed wyborem szkoły średniej determinuje nas już coraz mocniej do wyboru kierunku dalszej drogi. Jest to jeden z ważniejszych wyborów w życiu, pierwsze tak poważne opowiedzenie się za dalszym rozwojem. Wybierając szkołę mamy przecież na uwadze zawód, który będziemy chcieli wykonywać, który będzie miał zapewnić odpowiedni byt nam i ewentualnej rodzinie, którą stworzymy. Niewątpliwie czas szkoły średniej, zmierzający permanentnie ku maturze, zwanej egzaminem dojrzałości, jest czasem swoistego boju z własnymi wizjami przyszłości, a często i bojem z Panem Bogiem, który wzywa nas i ukazać pragnie Jego propozycję, taką, która nas uczyni szczęśliwymi. W tym miejscu warto podnieść bardzo ważny głos, a mianowicie taki, że bynajmniej nie można mówić  o kryzysie powołań, a jedynie o kryzysie powołanych. Dlaczego? Bo Pan Bóg ciągle do pracy na Niwie Pańskiej powołuje tylu pracowników, ilu potrzeba. Jednak to owi powołani nie potrafią często odpowiedzieć na głos Boga, z różnych względów. Dzisiejszy świat oferuje bowiem zdawać by się mogło o wiele więcej, wszechobecna informacja zagłusza ciszę, która jest miejscem rozmowy z Bogiem. Stad też wielu nie potrafi usłyszeć w sobie głosu powołania kapłańskiego, wielu też nie chce lub nie potrafi przyjąć tego daru. Stąd też tak ważna jest modlitwa o powołania, ale i jeszcze usilniejsza za powołanych, aby usłyszeli głos Boga, aby odważnie na niego odpowiedzieli. Ważne jest, aby ten głos usłyszeć i na niego odpowiedzieć, nie ważne, czy mając 18 lat świeżo po maturze, czy mając około trzydziestki, będąc już po studiach i pracując. Pan Bóg bowiem różnymi drogami prowadzi nas do kapłaństwa, nie można zamknąć tego powołania w sztywne ramy. Właśnie ta odważna decyzja, owe „tak” wobec zaproszenia Boga sprawia, że wkraczamy do Seminarium, trzeciego już w naszym życiu i właściwego z nazwy swej i funkcji.

Seminarium, „dom ziarna”, „serce diecezji” – to miejsce, w którym do kapłaństwa przygotowują się kandydaci – klerycy. Jednak, co ważne, a czasem bywające niezrozumiałe, samo wstąpienie do Seminarium nie determinuje nas do zostania księdzem. Jest też tak, że Pan nasz powołuje kogoś do małżeństwa i przeprowadza go przez jakiś etap Seminarium, aby ten jeszcze lepiej przygotował się do funkcji ojca. Inny może w Seminarium odkryć powołanie do wkroczenia na drogę życia zakonnego. Jednak spora większość dąży ku świętemu kapłaństwu weryfikując co dnia swoje powołanie, pogłębiając relację z Bogiem i drugim człowiekiem. W tej weryfikacji pomaga cała formacja, a także placet Kościoła, który jest też poniekąd pewną formą zapewnienia, że Bóg chce nas na tej drodze. Jednak nasze powołanie bynajmniej nie kończy się ani z chwilą wstąpienia do Seminarium, ani z chwilą jego opuszczenia po otrzymaniu święceń. Ono trwa do końca, do ostatniego tchu wypełniać nam należy nasze powołanie. Czy warto? Oczywiście, że tak! Czy jest to trudne? Tak, ale z Bożą pomocą wszystko jest możliwe, bowiem „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”– poucza św. Paweł w liście do Filipian. Uczynić odważny krok, powiedzieć Bogu mocne i stanowcze „tak” – jakie to trudne, a zarazem jakie piękne…

TOP
});